„Żyjemy jak zombie. Budzimy się, wykonujemy swoje zadania, spełniamy nawyki i idziemy spać tylko po to, by obudzić się znowu. Żyjesz, ale czy czujesz się żywy?”. O równowadze pomiędzy pracą a planowaniem wesela. I o tym, dlaczego czasem warto zwolnić.


Ma swoje 5 minut. Określamy nim jedzenie, modę i styl życia. Angielskie slow, choć oznacza powolny, szybko wprowadziliśmy do naszego słownika. Ładnie brzmi i ma nam pomóc przestać biec – donikąd. O slow life powstają już książki i piosenki. Zachęcają do wyhamowania z myślą o swoim zdrowiu fizycznym, psychicznym, społecznym czy duchowym. Wszystko by żyć, a nie wegetować.

Natychmiast, krótkoterminowo, błyskawicznie

Pozbędziesz się plamy, weźmiesz pożyczkę. Takimi komunikatami celują w nas marki i takie żądania ma nasz szef. Wszystko nabrało tempa. Żyjemy w czasach bez chwili na oddech. Równocześnie pijemy kawę, odpisujemy na maile, opiekujemy się dzieckiem i pilnujemy, żeby gotujący się makaron, nie wykipiał. Nie lubimy swojej pracy, a dzień wolnego jest dla nas luksusem. Choć i tak nie potrafimy się nim cieszyć. Wieczorem przykładamy głowę do poduszki i… odpływamy. Albo wręcz przeciwnie, cierpimy na bezsenność (przytłoczeni listą niewykonanych zadań). W teorii – wiemy, że nie powinniśmy tak gonić. W praktyce – nadal prowadzimy życie bez perspektyw.


Szukałeś wszędzie

Znalezienie sił do pracy będzie coraz trudniejsze. Nic dziwnego, w końcu nie masz kiedy i nie potrafisz ich zregenerować. Jak znaleźć motywację i uwolnić się od ciągłego sprawdzania co nowego na Facebooku? Jak przestać powtarzać „nie chce mi się”?

Podążając z duchem slow, powinniśmy do naszego życia wprowadzić kilka zasad. Mowa tu o idei work-life balance – znalezieniu równowagi pomiędzy pracą a życiem prywatnym. Nie chodzi o podział czasu pół na pół ani o to, jaki zawód wykonujemy. Chodzi o wydzielenie jasnej granicy. Możemy przecież większość życia poświęcić pracy, ale czerpać z niej radość. Nieważne czy jesteś sprzedawcą czy prawnikiem, musisz nauczyć się przeplatać obowiązki przyjemnościami i przystopować. Inaczej oszalejesz.

Nawet zlew brudnych naczyń

Nie chodzi tylko o namacalne sprawy (jak bałagan w domu), ale też o to, czego na pierwszy rzut nie widać. O oczyszczenie umysłu. Bo po co zaśmiecać sobie głowę brudnym oknem, skoro Boże Narodzenie i tak się odbędzie? Wyjdź na miasto, kup gorącą czekoladę i podziwiaj świąteczne dekoracje. Tak po prostu, bez wyrzutów sumienia. Są większe zbrodnie niż nieumyte okno. Zacznij myśleć o sobie i bądź systematyczny. Nie musisz być doskonały, naprawdę!


Wesele synonimem przyjemności

Okazuje się, że obok frajdy czy rozkoszy wesele może być równoważne znaczeniowo przyjemności! W końcu weselimy się, radujemy i jest nam przyjemnie, gdy ktoś bliski składa przysięgę małżeńską. Cieszymy się też z naszego ślubu, ale często jego organizację trudno pogodzić z pracą i… znów zaczyna nam brakować czasu dla siebie i bliskich. Dochodzi zmartwień i masa stresu. Znalezienie chwili na odpoczynek zaczyna być abstrakcją, bo jak zarabiać pieniądze, prowadzić dom (opiekować się dzieckiem), planować przyjęcie weselne i jeszcze znaleźć moment, żeby pomyśleć tylko o sobie? Wychodzi na to, że można. O ile pracę i prowadzenie domu (nawet jeśli je bardzo lubimy) zaliczymy raczej do obowiązków, o tyle ślub możemy spokojnie wpisać do przyjemności. Tak, a nawet zaliczyć do odpoczynku. Tylko jak?

Ślub to nie kula u nogi

Ważne byś myślała w ten sposób. Zwykle po upragnionych zaręczynach wpadamy w szał planowania. W końcu ogarnia nas zmęczenie, dochodzi do niepotrzebnych spięć i organizację wesela traktujemy… jak męczącą konieczność. Po pewnym czasie po prostu chcielibyśmy mieć to już z głowy. Musisz pamiętać, że przygotowania przed sakramentalnym „tak” mogą być świetną zabawą. A ten czas (przynajmniej dla większości) już nigdy się nie powtórzy. Wizyty na targach ślubnych, próbowanie tortów weselnych przy filiżance kawy mogą być formą odpoczynku i sposobem na wspólne spędzanie czasu tylko we dwoje. Ślub zaplanujesz przy okazji.

Jasne, osiągnięcie work-life(-wedding) balance nie jest superproste, ale możliwe. Nie myśl o tym, że musisz schudnąć przed ceremonią, bo kilka kilogramów mniej niczego nie zmieni. Nie stresuj się, że nie zdążysz, że zapomnisz, że nie wiesz, od czego zacząć. W sieci znajdziesz mnóstwo kalendarzy ślubnych, a nawet darmową aplikację z poradami. Owszem, czasem pani w urzędzie potrafi podnieść ciśnienie, gdy załatwiasz weselne formalności, ale rocznie w Polsce zawieranych jest ponad 180 tys. małżeństw i wszyscy dają radę. Ty też dasz! Tylko nie zapomnij, kto w całym tym zamieszaniu jest najważniejszy. Skup się na konkretach. Z wyprzedzeniem zaplanuj budżet, ustal wstępną listę gości i kto finansuje przyjęcie. Ślub też może być slow.


Nie spiesz się, szybko

Nie masz być ospała czy leniwa. Masz zwolnić, by ruszyć. „Slow life to nie moda, to konieczność”[1].



  1. „Slow life. Zwolnij i zacznij żyć” Joanna Glogaza ↩︎